-Nieprawda. To, że wyjeżdżasz nie oznacza, że już się nie zobaczymy. Przecież nie jedziesz na koniec świata tylko do Niemiec. Będziemy utrzymywać ze sobą kontakt. (Magda)
-Ale to nie jest to samo, co mieć cie przy sobie, przytulić się do ciebie i w ogóle. Kto będzie mnie wkurzał i pocieszał? (Ja)
-Na pewno nie będzie tak źle. Przecież mam kamerkę internetową i ty też na 100% będziesz mieć to będziemy się widzieć. Wiem, że to nie to samo, co nasze codzienne spotkania, ale nie masz, co dramatyzować. Na pewno znajdziesz sobie szybko nowych przyjaciół. Przecież jesteś osobą, która jest otwarta na nowe kontakty.(Magda)
-Może to i prawda, ale bez ciebie będzie mi smutno. (Powiedziałam z łzami w oczach)
Chyba już pójdę, jest już trochę późno, mama pewnie się martwi, a przecież jutro wyjeżdżam. Zdaje się, że tego nie uniknę.
-Jak chcesz. Papa. Do jutra. (Powiedziała Magda i przytuliła się do mnie)
Poszłam do domu. Zastałam mamę płaczącą przy stole. Nie odzywałam się tylko od razu pobiegłam na górę i zaczęłam się pakować. Po 4 godzinach byłam prawie spakowana, zostały tylko zdjęcia, płyty i wszystkie kartki, które dawałyśmy sobie z miodziem z głupich okazji. Zaczęłam je przeglądać. Wróciły wspomnienia. Jak się poznałyśmy, jak powierzałyśmy sobie nasze tajemnice, jak kłóciłyśmy się, a potem godziłyśmy. Nie chciałam, żeby to tak po prostu zostało za mną, żeby poszło w niepamięć. Nie chciałam wyjeżdżać, zostawiać Magdy i szkoły. Gdy tak przeglądałam te kartki i zdjęcia nagle zawołała mama z dołu.
-Karolinko wszystko w porządku?? Już dawno po obiedzie, nic nie jadłaś. Zejdź na dół i coś zjedz.
-Nie jestem głodna. (Powiedziałam drżącym głosem)
W istocie nie byłam głodna. Nic nie przeszłoby mi przez gardło. Wpakowałam to wszystko do wielkiego pudła i wepchnęłam w kąt. Teraz ten pokój wydawał się taki pusty. Poszłam do łazienki i zobaczyłam, co jeszcze zostało. W sumie same potrzebne rzeczy. Na szafie wisiał galowy strój na zakończenie roku szkolnego i zarazem na zakończenie szkoły. Był to pierwszy raz, kiedy się nie cieszyłam. Wyszłam z domu i szłam przed siebie. Zaczęłam rozmyślać jak tu pięknie i ile tu przeżyłam. Nagle wpadła mi do głowy szaleńcza myśl. Skoro i tak mam stąd odejść, to, czemu tak jak oni chcą. Przecież mogę zrobić to po swojemu. Zatrzymałam się na moście. Wspięłam na murek i już miałam skoczyć, gdy nagle usłyszałam głos Tomka.
- Hej. Co ty chcesz zrobić?? Słyszałem już ze wyjeżdżasz ale to na prawde nie jest dobre wyjście. (Tomek)
-Wiem, ale przynajmniej zostałabym tutaj. (ja)
-I co by ci z tego przyszło. Byłabyś martwa. Nie mogłabyś nawet z nikim porozmawiać. (Tomek)
-W sumie to masz racje. (powiedziałam i usiadłam na murku)
-tak przynajmniej będziemy mogli pogadać przez neta. Nie załamuj się. Wszystko jakoś się ułoży. (powiedział Tomek i przytuliłam się do niego)
-możemy tu jeszcze trochę zostać? (zapytałam płacząc)
-Jak długo zechcesz. (Tomek)
Siedzieliśmy tak jeszcze bardzo długo. W końcu Tomek odprowadził mnie do domu.
-Wiesz bardzo cie lubię i nigdy nie zapomnę. Mam nadzieje, że pozwolisz nam kiedyś się odwiedzić. (Tomek)
-Na pewno. (Gdy to powiedziałam Tomek zbliżył się do mnie i mnie pocałował)
Po tym incydencie nie wiedziałam co powiedzieć. Pożegnałam się tylko i weszłam do domu. Przez całą noc nie zmrużyłam oka. Rano wstałam, ubrałam się i zeszłam na śniadanie. Następnie razem z Magdą poszłyśmy do szkoły. Dzisiaj jednak żadna z nas nie cieszyła się jak zwykle. Nawet nie byłyśmy zbyt rozmowne.
Po rozdaniu świadectw i tych wszystkich głupich uroczystościach Magda, Tomek i Michał odprowadzili mnie pod dom.
-Wiecie, was najbardziej będzie mi brakowało. Tworzyliśmy fajny zespół i zawsze rozumieliśmy się bez słów. Nie znajdę nigdzie indziej takich osób jak wy. (zaczęłam)
-Obiecuje ci, że niedługo się zobaczymy. (pocieszał mnie Tomek)
-Na pewno. (odpowiedziałam i zaczęłam się tulić do wszystkich)
Po tych czułościach pobiegłam się przebrać i wszyscy razem poszliśmy ostatni raz zrobić coś szalonego. Do szóstej miałam luz, a potem przyjechał po mnie wóz. Pomimo, że byłam zła na mamę, pożegnałam się z nią. Nie chciałam jej opuszczać. Wiedziałam, że mnie potrzebuje.
-Co teraz z tobą będzie mamo??
-Nie trap się tym dziecko. Poradzę sobie. Nie chce, żeby coś ci się stało. Nie przeżyłabym tego.
-Wiem. Będę na siebie uważać. (powiedziałam i szybko weszłam do auta, zanim całkiem się rozkleiłam)W czasie podróży na lotnisko cały czas płakałam. W samolocie zasnęłam. Obudziłam się dopiero w Essen.
niedziela, 24 lutego 2008
sobota, 16 lutego 2008
Szokująca wiadomość
Ledwie ta myśl przeszła mi przez głowę a odezwała się moja komórka.
-Kochanie wiem, ale tak będzie lepiej. Przynajmniej skończysz dobrą szkołę i będziesz mieć zapewnioną przyszłość. (krzyczała za mną mama).
-Halo? (Ja)
-Cześć. Tu Magda. Co dzisiaj robisz. Może przejdziemy się po centrum handlowym na jakieś małe zakupy??
-Możemy iść ale ja nic nie kupuje. (ja)
-Jak chcesz. to o której po ciebie wpaść?? (Magda)
-Za godzinę. (ja)-Co? Tak późno? (sis)
-No dobra za pół. Ale ci się spieszy na te zakupy. (ja)
-Przecież wiesz jak ja je lubię. (Magda)
-Wiem. To do zobaczenia. (ja)
-Papa. (Magda)
Rozłączyłam się z Magdą i wskoczyłam do łazienki. Potem dobrałam się do szafy. Nic nadzwyczajnego tam nie było. większość ciuchów i tak jest czarna więc dużego wyboru w kolorystyce nie miałam. Było ciepło więc ubrałam czarną długą spódnicę, czarny top, czarne wysokie za kostki trampki i do tego cieniutki czarny płaszcz. Wzięłam moją kostkę w którą wpakowałam portfel, komórkę i chusteczki i zeszłam na dół na TV. Zanim Magda po mnie przyszła zdążyłam obejrzeć końcówkę mojego ulubionego serialu "Beverly Hills 90210". wyłączyłam telewizor i rozległ się dźwięk dzwonka.
-Nareszcie. Miało być pół godziny, nie godzinę. (ja)
-Przepraszam, ale zasiedziałam się w łazience, a potem nie wiedziałam co włożyć. (Miodzio)
-Nie wiem nad czym się tyle zastanawiałaś skoro i tak ubrałaś dżinsy rybaczki, sandały na 10-cio centymetrowym obcasie i biały top. (ja)
-No... yy. Znasz mnie przecież to po co się pytasz?? (miodzio)
-Znam i aż za dobrze. Czasami tego żałuje. (powiedziałam)
-Ej to nie fair ja tak o tobie nie mówię. (miodzio)
-Dobrze wiesz, że to są żarty. (ja)-Wiem. (Magda)
-Dobra chodźmy już na te zakupy. (ja)
Po drodze spotkałyśmy Thomasa i Michaela. Oczywiście obydwie byłyśmy wniebowzięte. Ja i Thomas nie lubiliśmy zakupów więc poszliśmy na lody. Michael poszedł z Magdą bo nie chciała być sama a Michael był bardzo dobrym doradcą w zakupach. Ja i Thomas rozmawialiśmy w kawiarni i czekaliśmy na towarzyszów. W końcu znudziło nam się czekanie i ruszyliśmy w kierunku sklepu z instrumentami i zaczęliśmy oglądać różne gitary. Niestety żadnej nie kupiliśmy bo nikt z nas nie miał przy sobie takiej gotówki. Ale warto było pooglądać. Potem poszliśmy do sklepu z ciuchami rockowymi. Miałam nic nie kupować, ale kupiłam sobie fajny płaszcz na lato. Thomas kupił sobie t-shirt do kolekcji. Gdy wychodziliśmy ze sklepu natknęliśmy się na Magdę i Michaela.
-A tu jesteście. (Magda)
-Znudziło nam się czekanie na was. Robiliście zakupy przez 3 godziny, albo i dłużej. (ja)
-No i efekty są widoczne. (Thomas)
-To gdzie teraz idziemy?? (Michael)
-Może chodźmy coś zjeść. Szczerze mówiąc jestem już trochę głodna. (Magda)
-To co proponujesz. Tylko proszę cię nie pizze. Ile dni można jeść jedno i to samo?? (Thomas)
-Thomas ma rację. Może chodźmy to Taco. (ja)
-No dobra jak tam chcecie. (Magda)
Więc poszliśmy do Taco. Po posiłku musiałyśmy już wracać do domu. Thomas i Michael oczywiście nas odprowadzili.
-To do poniedziałku. (powiedzieli równocześnie bracia i pomachali nam)
-Papa. (powiedziałyśmy i odmachałyśmy im)
-Jest już trochę późno, musiałabym pojawić się w domu. (powiedziałam do sis)
-No ja też. (Miodzio)
-Jutro niedziela idziesz ze mną do kościoła?? (ja)
-Nie wiem czy wstanę. (Magda)
-Ach ty. W końcu kiedyś musisz zacząć chodzić do kościoła. (ja)
-Wiem. Dobra ja spadam. (miodzio)
-Papa. (powiedziałam i weszłam do domu)
Pobiegłam od razu do siebie i wypakowałam nowy nabytek.Zeszłam na chwile na dół, żeby powiedzieć mamie, że nie jestem głodna i zamknęłam się w swoim pokoju. Włączyłam muzę i pogrążyłam się w książce. Gdy skończyłam czytać była już 21.oo. Zeszłam na dół coś zjeść i dopiero teraz uświadomiłam sobie, że od rana nie widziałam taty.
-Mamo.
-Tak kotku??
-Gdzie jest tata??
-Nie wiem jak ci to powiedzieć. (zaczęła mama)
-Ale co? Mów szybko. (niecierpliwiłam się)
-Za tydzień kończysz szkołę. A jak wiesz to niedawno pokłóciłam się z tatą. (mama)
-Ale o co rozwodzicie się czy co?? (Ja)
-Tak. Ale to nie wszystko. Tata dzisiaj rano wyjechał do Niemczech, aby coś załatwić. Papiery rozwodowe złożyliśmy już dawno. I już od środy nie będziemy małżeństwem i nie będziemy razem mieszkać. W dniu zakończenia roku szkolnego musisz wyjechać. Od piątku będzie zajmował się tobą ojciec.(mama)
-Co?? Dlaczego? Dlaczego nie mogę mieszkać z tobą i dlaczego nikt nie spytał mnie o zdanie? (ja)
-Ponieważ jeśli rodzice są zgodni co do tego z kim będzie lepiej dziecku, to.. (mama)
-To ja nie mam już nic do gadania. Dlaczego uważasz że będzie mi lepiej z tatą?? Przecież on jest alkoholikiem. (ja)
-Już dwa lata temu podjął leczenie. W Niemczech ma dom i kochankę. Teraz będziesz mieszkać z Tatą i macochą. (mama)
-Co?? Ale ja nie chce. Ona mi ciebie nie zastąpi. (powiedziałam i pobiegłam do siebie)
-Kochanie wiem, ale tak będzie lepiej. Przynajmniej skończysz dobrą szkołę i będziesz mieć zapewnioną przyszłość. (krzyczała za mną mama).Nie wiedziałam co robić. Jak oni mogli tak wszystko przede mną ukryć. Jak oni mogli. Podjęli decyzję która należała do mnie. Byłam na nich wściekła. Wzięłam wyciągnęłam plecak i spakowałam go. Koło mojego okna była drabina prowadząca na dach. Wyszłam przez okno i zeszłam po niej. Nie wiedziałam gdzie iść, co począć. Pobiegłam do sis i opowiedziałam jej o wszystkim.
-Mogę u ciebie dzisiaj przenocować?? Jutro musze uciekać, bo tu mnie na pewno znajdą. (spytałam sis)
-Możesz. A co jak dzisiaj przyjdzie tu twoja mama?? (sis)
-Nie przyjdzie. nie wejdzie do mojego pokoju aż do rana. (ja)
-Skoro tak mówisz. (sis)
-Idziemy spać? (zapytałam sis)
-Ok. (powiedziała i położyłyśmy się spać).
Ona zasnęła w tempie expressowym, jednaj ja nie mogłam zasnąć. Męczyło mnie to co usłyszałam od mamy. Miałam nadzieję, że to tylko sen. Jednak to była jawa najprawdziwsza w świecie. Usiadłam w oknie i zaczęłam rozmyślać o tym co będzie jak wyjadę. nie potrafię tego wszystkiego tak zostawić. Moich przyjaciół, najlepszych jakich można sobie wyobrazić. Gdy siedziałam na parapecie i rozmyślałam zasnęłam ze zmęczenia. Rano obudziła mnie Magda. Rano obudziła mnie Magda.
-Co ty robisz! Zwariowałaś! Śpisz w oknie, chcesz wylecieć! Wariatka z ciebie. (zaczęła Magda)
-A ty nie krzycz tak od progu. Nie wiesz że gdy ktoś śpi w nietypowej pozycji to sie go nie straszy bo może wylecieć. (upomniałam ją)
-Przepraszam ale nie mam zamiaru pozbyć się najlepszej przyjaciółki. (Magda)
-I tak się już pewnie nie zobaczymy, przecież wyjeżdżam. (ja)
-Co ty robisz! Zwariowałaś! Śpisz w oknie, chcesz wylecieć! Wariatka z ciebie. (zaczęła Magda)
-A ty nie krzycz tak od progu. Nie wiesz że gdy ktoś śpi w nietypowej pozycji to sie go nie straszy bo może wylecieć. (upomniałam ją)
-Przepraszam ale nie mam zamiaru pozbyć się najlepszej przyjaciółki. (Magda)
-I tak się już pewnie nie zobaczymy, przecież wyjeżdżam. (ja)
-Nieprawda. To, że wyjeżdżasz nie oznacza że już się nie zobaczymy. Przecież nie jedziesz na koniec świata tylko do Niemiec. Będziemy utrzymywać ze sobą kontakt. (Magda)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)